Jak pisałam kilka wpisów temu – pobieramy się. A w związku z tym mamy całe mnóstwo wydatków i spraw do załatwiania. Pierwszym i najważniejszym było załatwienie samego ślubu, a ponieważ zdecydowaliśmy się na ślub cywilny i to w USC, nie mieliśmy problemu z załatwieniem tego. Niestety, problem pojawił się na etapie wybierania daty i godziny samej ceremonii. Jak okazało się na miejscu… letnie miesiące cieszą się bardzo dużą popularnością wśród osób, które chcą się pobrać…. i w związku z tym zostały nam ostatnie godziny oraz dni do wyboru. Cóż… Trzeba było wybrać to wybraliśmy najlepiej jak się dało spośród tego co zostało wolne.  A skoro stwierdziliśmy, że nie będziemy robić wesela tylko obiad dla najbliższych to kolejnym zadaniem było znalezienie lokalu na obiad po ślubie. I tu się zaczęły schody.. Odwiedzanie restauracji, miliony maili wysłanych z zapytaniem ofertowym, a kolejne pomysły przeganiały te poprzednie. Czyste restauracyjne szaleństwo. Po miesiącu, albo dwóch… męczeniu wszystkich przyjaciół z pytaniami o to czy słyszeli coś o tym lokalu, albo czy znają jakieś fajne miejsce gdzie można dobrze zjeść. Znaleźliśmy to miejsce. Ten lokal. To menu.